Pluje sobie prosto w usta
z obrzydzeniem patrzę do lustra
widzę w sobie błędów wiele
nie jestem swoim zbawicielem
co dzień za siebie umieram że wstydu
stałość we mnie ani widu
ciągne za sobą błąd za błędem
co na mnie czeka za zakrętem
Mały kontakt mam ze światem
krwawię w sobie wiosną latem
Jestem sobą - co za wstyd
nie rozumie tego nikt
chodź próbuje być normalny
zaraz jestem niewidzialny
bo na słońcu czy też w cieniu
budzę strach i niesmak w otoczeniu
Jestem ofiarą siebie samego
zaraz wam powiem czemu i dlaczego
siedzi we mnie drogi kat
Mnie nie puszcza z poza krat
chce się wyrwać milion lat
lecz przez zbitkę moich wad
trzaska we mnie winy wat
w moim sercu niszczy ład
Moge sprobować się skleić
na nowo z życia się weselić
lecz stare pęknięcia
ani za pomocą zaklęcia
ani za pomocą fachowego obięcia
w szczęściu nie znikną
z czasem nie zaniką
Takie życie. Sorry
Serce szklane
w mak roztrzaskane
życie ukryte
szczęście rozbite
dłonie krwawiące
łzy z oczu lecące
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz