Skrzydła żyletką podcięte
uśmiechy w grobie zaklęte
duma z siebie zdławiona
przeszłość krwią ubarwiona
odbicie pęka w udrękach
smutek słychać w smutnych piosenkach
kolory wypłowiałe
umysły oczadziałe
pozbawione porządku
i zdrowego rozsądku
Rany solą posypane
ogniem przypalane
strzępy skóry zdarte
słowa beztroski wydarte
dotyk ciepły - zamrożony
lęk drżący wzbudzony
Polecę chodź by na skrzydłach krwawiących
W ustach mając śpiew skrzeczący
Jak nicość czarne oczy
gdzie tylko ma dusza może wskoczyć
zostawiam obłok popielaty
gdyż los mnie spisał na straty
Lecę skrzywiony lecz po swojemu
ku przeznaczeniu swemu
gdzie jeszcze jego końca nie widać
Nie zawsze dane drogę mi znać
lecz możesz skrzydła mi podciąć
ku niebu zawsze będę się piąć
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz