piątek, 14 listopada 2025

TEKST 28 - MOST PRZEZNACZENIA

UWAGA!!! NINIEJSZY WIERSZ NIE JEST FORMĄ LISTU POŻEGNALNEGO ORAZ NIE MA NA CELU PROPAGOWANIA ZACHOWAŃ SAMO*ÒJCZYCH NIE ZACHĘCA TAKŻE DO ODEBRANIA SOBIE ŻYCIA, TO PODRÓŻ W GŁĄB UMYSŁU OSOBY Z DEPRESJĄ KTÓRA JEST DOPROWADZONA DO OSTATECZNOŚCI MA NA CELU ZEZNAJOMIĆ CIE Z JEJ UCZUCIAMI BY BARDZIEJ TAKIE OSOBY ZROZUMIEĆ BY POMOC TAKIM OSOBĄ BYŁA BARDZIEJ EFEKTYWNA. DYSTANS ZALECANY!!!


Ostatnia droga przez most przeznaczenia,
pora uwolnić się od własnego zniewolenia.
Kiedyś miałem silne przeświadczenie,
że osłonie się przed swym własnym cieniem.
Idę przed siebie serce mi mocno bije
a dusza od środka ostro mi gnije.
Przechodzę przez drugą stronę barierki,
los bije mnie poniżej pasa grając w swoje gierki,
więc zrobię szach i mar, nie wygra że mną nawet kat
To ruch ostateczny, radykalny i konieczny.
Z nieba mi rześko deszcz na łzy mży,
ręka na sercu mi mocno drży.
Mimo uż jestem (nie)normalny,
i dla innych niewidzialny
to próbuje jeszcze o łyk szczęścia zawalczyć
Smutek i chęć śmierci w sobie zwalczyć.
Zamykam zeszklonej od łez oczy,
Fleshback z przeszłości mnie zaskoczył
te przykre uczucia prosto z przeszłości
wywołały we mnie mdłości.
Widzę wszystkie moje kryzysy,
na szklanym życiorysie wydrapane rysy,
Słyszę wszystkie wszystkich wyzwiska
głośne niczym dźwięk konduktorskiego gwizdka,
zobaczyłem na skórze wszystkie krwawe sznyty
jak krwią cały jestem pokryty.
Czuję spadek mojej samooceny,
i złe innych i mnie oceny.
Dudni mi w uszach echo samotności.
Jak jestem pozbawiany dziecięcej radości.
Koniec! ból wygrał z silną wolą,
żegnam się że swoją dolą
te wspomnienia tak mnie bolą.
Przepraszam ciebie Jezu Chryste,
lecz moje myśli nie są czyste.
Rozkładam ręce niczym skrzydła ptak 
Jestem mrocznym niczym Wrona, Kruk lub Szpak.
Zaraz wolny wylecę z gniazda.
Zasłaniam rękoma twarz zerkając w wodę,
Ciało od zimna, smutku i strachu mam skute lodem.
Stoję stopami na krawędzi.
Patrząc jeszcze z uśmiechem na rodzinę łabędzi.
Przechylamy się do przodu bezwładnie.
Moje istnienie zaraz na dnie rzeki upadnie.
Bezwładnie się w dół przechylam,
już się wcale nie zatrzymam.
Uderzam w taflę to już koniec,
moja nadzieja z ciałem tonie,
Rzeka mnie swoją siłą pochłania
to jyż z tym światem czas pożegnania.




.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz